wtorek, 26 lipca 2011

Audycja z 24 lipca 2011r

Zamieszczam kolejną powtórkę. Tym razem audycję poprowadził K. Ranus. Andrzej bawi nad morzem i oby miał pogodę a Krzysiek Ranus w minioną niedzielę zapewnił 4 godzinki w całkiem fajnym klimacie... Zapraszam do odsłuchania tych, którzy nie mogli bo choć Ranus prowadzi audycję w swoim stylu to muzyczkę podawał przednią


środa, 13 lipca 2011

przerwa wakacyjna

od dnia 9 lipca do 20 nie ma mnie w Poznaniu stąd w tym okresie brak będzie powtórek. Zapraszam ponownie po tym terminie.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Audycja z 03 lipca 2011r

Zamieszczam kolejną audycję.




Miłego słuchania.
Jednocześnie zachęcam do słuchania audycji na żywo. Niejednokrotnie się przekonałem, że w niedzielę o godz. 22 smakuje ona najlepiej

Czego się wstydzi Jeff Lynne ?

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie audycja sprzed tygodnia. Usłyszeliśmy w niej fragment a dokładniej pierwszą stronę płyty "Time" grupy Electric Light Orchestra (której to lideruje niejaki Jeff Lynne o czym każdy cywilizowany człowiek wie doskonale).Nie będę się rozpisywał ile dla mnie i mojego pokolenia znaczy płyta "Time" bo zapewne jak znam życie połowa miewa podobne odczucia a ta druga zbliżone.W owym roku, czyli okresie jej ukazania była jak morfina dla konającego w wielkim bólu człowieka.Chyba właśnie ta płyta stała się symbolem wejścia muzycznego w nową dekadę (w lata 80te). Dawała ulgę i jawiła wielką nadzieję na przyszłość, że oto muzyka idzie w bardzo dobrym kierunku. Od tamtych dni minęło sporo lat.Jeff Lynne stał się ikoną i chodzącą legendą. Obecnie wymieniany w jednym zdaniu z takimi ludźmi jak Lennon, Dylan, Clapton.... Fani Jeffa podzielili się na dwie grupy. Jedna to ta dla których "prawdziwe" ELO skończyło się na wysokości płyty "Out of the Blue" a drugą grupę reprezentują Ci dla których to właśnie płyta "Time" jest najwyższym osiągnięciem. Sam mam problemy z doprecyzowaniem swojego gustu i przechylenia szali na którąś ze stron. Najprościej jest mi odpowiadać w ten sposób, że za najlepszą uważam Out of the Blue zaś płyta Time za najbardziej genialną. Podobny problem zawsze mam z Floydami gdzie genialna "The Wall" często przegrywa rywalizację z mniej genialną ale lepszą..(zachowam dla siebie którą).Problem "lepszości" nie jest jednak celem tego mojego wpisu. Dostrzegłem bowiem pewną przypadłość, której nie potrafię zrozumieć.Rozumiem, że artysta, zwłaszcza płodny miewa czasami okresy w swojej twórczości którymi zbytnio nie lubi się chwalić ale kto mi odpowie dlaczego Jeff od czasu zakończenia Time Tour - live, czyli trasy promujacej krążek nigdy już nie powrócił na koncertach do piosenek z tego albumu. Miał sposobność bo i brał udział jeszcze w kilku trasach, konceratch okolicznościowych a i ostatnia trasa Zoom również pokazała nam człowieka który całkowicie zapomina o jednym z najlepszych swoich dzieł. I tak ile razy słucham piosenek typu "Twilight","21st Century Man" czy choćby "Ticket to the moon" zadaję na głos pytanie .Czego Jeff u diabła się wstydzisz ? a to przecież nie koniec, bo co brakuje takim piosenkom jak : Rain Is Falling,The Lights Go Down, czy też przebojowemu i to bardziej od tych co grasz zazwyczaj na bis - Hold on tight ? Odpowiedź jaka by nie była nigdy nie bedzie dla mnie zrozumiała. Rozumiem, że krytycy muzyczni wychwalają Jeffa piosenki z okresu Face the music i Eldorado lub A New World Record ale u diabła co jest niefajnego w płycie Time, że się Lynne od niej odcina i wstydzi ? Bo ktoś napisał kiedyś recenzję, że to takie mało ambitne i że disco i w ogóle ?.... oj panie Jeff Lynne im pan starszy tym .... mniej dla mnie zrozumiały